piątek, 3 kwietnia 2020

Czy to sen, czy jawa.

Śmieszne bo właśnie mam powrót urodzinowego Saturna, czyli decyzje jakie podejmuję będą miały wpływ na następne 29 -30 lat, ale nie zamierzam się zmieniać, żyję dniem dzisiejszym
Piątek, weekendu początek, lecz przecież nie dla każdego, to czas odpoczynku, tak jak i nie każdy dostrzeże w tych moich drobnych przemyśleniach, jakieś rady dla siebie. Zrobiłam sobie kilkanaście dni absencji w pisaniu. Dlaczego, wiem i nie wiem, porostu posłuchałam swojej intuicji, ponieważ to co pisałam, jak nie było zbyt osobiste, to znów mogło by być odebrane jak jakieś proroctwa, a na mistyczkę nie pretenduję. Chociaż od dwóch lata, kiedy to po raz pierwszy miałam te dziwne przeczucia i sny, które spowodowały nasz paniczny wyjazd z Anglii, lecz gdy jednak nic się nie wydarzyło, uznałam, że dotyczyło to ostrzeżenie tylko naszych osobistych problemów. Tylko czy jednak teraz nie będą mieć miejsce wyśnione sytuacje jak z filmów, przecież wprowadzono tyle ograniczeń, ale trzeba myśleć pozytywnie i zmieniać te negatywne energie.
Wczoraj, doświadczyłam dziwnego wrażenia. Wracałam od Leosia, w nosie mam te głupie zakazy, choć nie bez pewnych obaw, czy to jakiś patrol nie przyczepi się po co akurat wędruję po wiadukcie. 
I właśnie na wiadukcie przy Fabrycznym, ogarnęło mnie to wrażenie, jak z tego snu w Anglii, tyle że teraz byłam sama, tak te puste ulice są makabryczne. We śnie był właśnie jak ten wiadukt, na którym tłumy ludzi chciały się przedostać, a żołnierze w białych kombinezonach blokowali, przepuszczali tylko przebadanych, trzeba było mieć też jakieś papiery, a do tych co nie mieli także strzelali. Ludzie jednak się pchali, tak że ci przy barierkach spadali na dół. My z Arturem, także się przedzieraliśmy, tak strasznie się bałam że już tam umrę, że nie zobaczę wnuczka. Obudziłam się z krzykiem, że muszę do dzieci. Na drugi dzień kupiłam bilet do Polski, no, a jak te loty odwoływali, dopiero jak wysiadłam z busa pod domem, ochłonęłam. Jednak teraz lęk, powrócił, czy aż do takich blokad dojdzie. Te policyjne szczekaczki co jeżdżą, te ograniczenia przy wejściu do sklepów. Chociaż nie zamierzam stosować się do tych przykazów, ale dzieci świrują, jak zresztą większość wokół. Nie, ja wiem że to jest teatr, oszustwo, tylko jak obudzić innych, są jak w hipnozie. 
Ale muszę trwać, jak w tym śnie, byle do przodu, najważniejsze jest by przytulić tych których kocham, to życie, rodzina jest najważniejsza. Nie osiągną swego celu, gdy rodziny będą razem. 
Chociaż chwilami zdawać się nam może iż jesteśmy bezsilni i spętani, ale mamy tę Moc, i Wszechświat nas wspiera. Wszyscy będziemy mogli dostroić się do nowych energii, nowych początków i nowych możliwości. Na naszych warunkach, pokonamy zło, oczywiście że nie obędzie się bez ofiar. W tym śnie tłum się zjednoczył i przewaliliśmy się przez tą blokadę. Trzeba trzymać się razem. 










Brak komentarzy:

Prześlij komentarz