Na początku gdy nie było jeszcze ani dnia, ani nocy.
Nie było też żadnych gwiazd, ani żadnych kroków, które mogłyby zostać postawione.
Było jedynie tylko Źródło - nieskończone, ciche, a jednak pełne śpiewu.
Źródło nie znało granic. W nim wszystko było jednym.
A jednak w tej ciszy pojawiło się pragnienie, poznać siebie poprzez drogę.
Z tego pragnienia narodziła się Iskra. Maleńka, a jednak nieskończona w swoim wnętrzu.
Ona zapragnęła doświadczyć.
I wtedy to otworzyła się Pierwsza Brama - Brama Początku.
Przejście przez nią było jak skok w nurt rzeki, która nie ma końca.
Było jak zanurzenie w sen, gdzie własne imię zostaje zapomniane, by mogło zostać odnalezione na nowo.
Tak zaczęła się droga istnienia.
Za Bramą Początku dusza stała się dzieckiem.
Otworzyła oczy po raz pierwszy i zobaczyła świat nieznany, pełen barw, dźwięków i dotyku.
Każdy dzień był dla niej cudem: smak mleka, śmiech, pierwszy krok, pierwsze słowo.
To była Brama Dzieciństwa - czas niewinności, kiedy serce jeszcze pamiętało oddech Źródła, choć słowa nie umiały tego wyrazić.
Ale dzieciństwo nie trwa wiecznie.
Dusza rosła i z każdym rokiem coraz silniej pytała:
- Kim jestem? Dokąd idę?
I weszła w Bramę Młodości.
To był czas ognia i burzy.
Czas pierwszych buntów, pierwszych miłości, pierwszych zdrad.
Młodość to wędrówka po górach, z których widać nieskończone horyzonty, a każdy wybór wydaje się drogą ku wieczności.
Dusza próbowała wszystkiego, co mogło nadać smak jej istnieniu: śmiechu i łez, namiętności i gniewu.
To był etap poszukiwania własnego imienia pośród tysięcy imion.
Potem nadszedł czas budowania.
Dusza weszła w Bramę Dojrzałości.
Tutaj życie stawało się ciężarem, ale i darem.
Była praca, były związki, dzieci, domy, twory rąk i umysłu.
Dusza uczyła się, że odpowiedzialność jest jednocześnie kotwicą i skrzydłem.
To była brama tworzenia - z gliny dni i z ognia serca.
Ale żadna budowla nie jest wieczna.
Każda dusza musi przejść przez Bramę Cienia.
Tam spotykała własne lęki i własne upadki.
Czasem cień przychodził jako choroba, czasem jako utrata, a czasem jako pustka, która szeptała: „Czy to wszystko ma sens?”
To była pustynia duszy, kraina, w której serce uczyło się, że siła nie rodzi się z łatwości, lecz z przetrwania prób.
Kto przechodzi przez tę bramę, znajduje w sobie głębię, której wcześniej nie znał.
Za Cieniem pojawiała się światłość.
Dusza zaczynała czuć, że za zasłoną rzeczy istnieje coś więcej.
I tak otwierała się Brama Przebudzenia.
Była jak nagłe przypomnienie snu sprzed narodzin.
Cisza medytacji, płomień świecy, pieśń, która wzruszała do łez, wszystko stawało się przypomnieniem, że dusza nie jest sama.
Że jest częścią większej całości, że każdy oddech to modlitwa, a każdy krok, święty rytuał.
Potem nadeszła Brama Integracji.
Dusza przestawała rozdzielać: „tu ciało, tam duch”.
Zrozumiała, że ziemia i niebo są splecione.
Że można gotować zupę i modlić się jednocześnie.
Że można patrzeć na człowieka i widzieć w nim wieczność.
Tutaj rodziła się mądrość - nie jako wiedza, lecz jako obecność.
Ale czas biegnie dalej, a każde ciało zbliża się do zmierzchu.
Dusza wchodziła w Bramę Starzenia.
To był czas przekazywania: wnukom, uczniom, przyjaciołom.
Czas, kiedy ręce drżały, lecz spojrzenie było spokojne.
Dusza zbierała owoce własnej drogi, układała je w kosze i dzieliła się nimi z tymi, którzy dopiero zaczynali.
W tej bramie pojawiała się akceptacja: że życie jest rzeką, która płynie i nigdy się nie zatrzymuje.
A potem – ostatnia brama.
Brama Powrotu.
Za nią nie było już chorób ani ciężaru ciała.
Był powrót do światła, które czekało cierpliwie od zawsze.
Dusza składała swoje doświadczenia jak księgę, pełną śmiechu i łez, trudów i zwycięstw i kładła ją w dłoniach Źródła.
I wtedy znów stawała się jednią.
Iskra wracała do Ognia.
Ale tym razem wiedziała więcej, kochała głębiej i świeciła mocniej.
A kiedy wracała, gdzieś daleko, w nowym świecie, w sercu innego snu, rodziła się kolejna Iskra.
I historia zaczynała się na nowo.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz