Chrzestny
To kolejna opowieść do karty.
-Kazik, Kazik obudź się, u Draków co się dzieje, idź tam pewnie znów stary Drak ma atak, dziś coś nie domagał, a Kurt na służbie, Sara też gorączkuje.
- Idę, idę.... co Sara, chora.
Już dawno tak, szybko Kazik nie zrywał się z łóżka, nim Janina się podniosła, on już stukał do drzwi sąsiadów. Otworzył mu zapłakany Drak, przez chwilę Kazik skonsternował się, widząc zdrowego sąsiada, ale gdy skierował wzrok za Draka, nie czekał na wyjaśnienia, jednym susem znalazł się przy łóżeczku Sary, przy którym Mary trzymała bezwładne ciałko niemowlęcia.
-Wujku, onna, chyba już...
Kazik energicznie lecz z czułością, szybko ułożył maleńkie ciałko na sienniku, jednym szarpnięciem rozerwał, czerwony sweterek, nawet nie pomyślał, że by go kupić chrzestnicy pracował nadgodziny. Przez jego głowę przebiegały szybkie myśli "Nie, tym razem nie pozwolę, musisz żyć Saro", ale też niczym telepatyczne polecenia, huczały mu "Sprawdź oddech, "..... A on na głos, sam sobie odpowiadał " Nie, oddycha, serce nie bije, tak dwa palce, uciskam"... .
Drak i Mary, też i sąsiedzi którzy się zbiegli, przyglądali się jak zahipnotyzowani, kiedy on fachowo reanimował Sarę.
- Oddycha, ale trzeba lekarza, do lekarza
- Już jedzie pogotowie, Kitlak dzwonił, ale ciężko z dojazdem, ta śnieżyca.
Kazik owijając niemowlę kołderką, wybiegł na korytarz i kilkoma susami pokonał schody, wołając.
- Nie ma czasu, nie zdążą, do Szymali trzeba.
Biegł boso w piżamie, cóż to teraz krótka uliczka, przecież on już tak biegał całą noc, ale czy to ciało jakby pamiętając to zimno w stopy, sprawiało że na plecach odczuwał w tych bliznach po pejczu piekący ziąb. Lecz to jakby sprawiło że tylko przyspieszył bieg, powtarzając jak mantrę: " Żyj Saro, żyj" "Franio pomóż".
Zdążył, doktor Szymala podał dziecku pierwsze zastrzyki, a pogotowie gdy wreszcie dotarło, opatrzyli stopy Kazia.
Kiedy tak siedział na kanapie w mieszkaniu doktora Szymali, a herbata z "prądem", rozchodziła się po przemarzniętym ciele, Kaziu zastanawiał się czym był ten "ziąb", który zdawał się go unosić gdy tu biegł. Czuł już taki "ziąb" , wtedy przed laty, gdy już nad ranem tak osłab, że upadł i kapo przystawił mu pistolet do skroni, ale to taki "ziąb" postawił go wtedy na nogi. Tak zastanawiając się zasnął i spał i śnił o braciszku Franiu, którego próbował zanieś do obozowego lekarza, ale przyłapał go pijany kapo, który urządził tą straszną "rozrywkę".
Nigdy nie zrozumiał czym był "ziąb", ani też nie potrafił, sobie i innym wytłumaczyć jak przeprowadził reanimację Sary.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz